Koniec gadania, czyli możesz coś zmienić :)

Taki mój osobisty kierunek poszukiwań. Po pierwsze otrząsnąć się z rutyny, z własnych "zabezpieczeń". Jestem gotowy zacząć dzisiaj wszystko na nowo. Nie po swojemu ale na Jego sposób, Jego siłami. Z drugiej strony to jest coś prostego, zwyczajnego, nie nazbyt "świętego".

Doświadczyć bycia z Nim. Znaleźć czas - w nocy przed pójściem spać, albo rano po obudzeniu się, albo po pracy przed zanurzeniem się w domowe obowiązki. Rano, przy kawie, kiedy jest chwila spokoju po ogarnięciu mieszkania i dzieci przez chwilę nie przeszkadzają. Nie na myślenie o Nim, ale na doświadczenie Bycia z Nim. Bez wzniosłych mów i modlitw. Siąść w fotelu albo na podłodze. Czując fotel albo dywan. Widząc mieszkanie i drzewa za oknem. Wezwać Go po Imieniu. Spokojnie być z Nim. Ja milczę i słucham jak On milczy. Zajrzeć na adorację Najświętszego Sakramentu. Mieć na takie spotkanie z Nim czas codziennie. Zwłaszcza kiedy jest trudno, kiedy się nie chce. Jeżeli ktoś nie ma tego doświadczenia, kiedy jest trudno, to praktycznie nie miał go wcale. Wyjechać na dzień samotnie w góry. Zabrać ze sobą do czytania tylko Biblię. Przejść się z Nim po parku. Nie oczekując niczego. Nie oczekując w tym czasie samotności większego spokoju, ciszy, radości, chociaż dobrze też, jeżeli to otrzymamy. Być gotowym przyjąć wszystko co przychodzi - hałas, problemy w domu, rozgorączkowanie, z Nim. Być gotowym przyjąć innych - dzieci, żonę, kolegów z pracy. Takimi jakimi są. Bardzo prosto.

Doświadczyć ciała. Dbać o ciało. Szanować je. Rozluźnić w czasie modlitwy. Prostować plecy (z tym mam problem). Ruszać się. Myć się ;) Z wdzięcznością za ten, czasami uciążliwy, dar jakim jestem. Odczuć je. Odczuć wodę spływającą po dłoniach, po twarzy, po ciele. Odkryć kontakt z innymi przez dotyk. Podanie rąk podczas przywitania. Jedzenie.

Odnawiać swój sakrament chrztu. Nie możemy przeżyć chrztu dwa razy, ale możemy odnowić to doświadczenie. W czasie liturgii Wielkiej Nocy. W czasie chrztu, na którym jesteśmy. W czasie pokropienia wodą na sumie. Poczuć wodę podczas wejścia do kościoła. W czasie rekolekcji. Jeszcze raz na nowo wybrać Światło. Nie obiecywać za dużo (ale oddać Mu wszystko ;) ). Być sobą takim, jakim się jest dzisiaj. Spokojnie cieszyć się Nim. Zaryzykować wielkie zmiany w swoim życiu. Być gotowym do dzielenia się Światłem z innymi przez życzliwość.

Doświadczyć w pełni przebaczenia. Przygotować się, zrobić listę osób, które coś nam zrobiły i przebaczyć im. Nie musimy przestać czuć tego, co do nich czujemy. Nie zawsze musimy z nimi rozmawiać. Nie musimy poddawać się ich woli - to mogłoby być niebezpieczne, ale przebaczyć, puścić wolno, samemu odzyskać wolność. Zrobić listę osób, wobec których zawiniliśmy... Znaleźć dobrego spowiednika. Znaleźć czas. Pójść nie wtedy, kiedy są największe kolejki. Powierzyć siebie z pokojem Bogu. Oczekiwać zrozumienia i pojednania. Bez strachu, z radością ale i pokorą. Przyjąć pokój i rozgrzeszenie. Usłyszeć głos kochającego Boga na koniec. Może poprosić o położenie dłoni na głowie (jest taka możliwość). Poczuć dłonie. Przyjąć błogosławieństwo.

Doświadczyć Eucharystii. Zaplanować i wpaść na spokojną Mszę Świętą kiedyś w tygodniu. Najlepiej celebrowaną przez księdza, który się nie spieszy. Ze śpiewem. Nastawić się na słuchanie czytań bez uprzedzeń, bez "to już wiem", albo "tego nie lubię". Świadomie sobie wcześniej postanowić - jestem gotowy na usłyszenie i wcielenie w życie dzisiaj tego co niewygodne w tych czytaniach. Albo tego, co mnie ucieszyło, poruszyło. Z pokorą odrzucić pośpiech i być jak najbardziej tutaj. Stanie całym sobą, siedzenie i słuchanie całym sobą, pomimo rozproszeń. Klęczenie z pokora i godnością - tylko przed Nim. Komunia - z pokorą. Nie tylko podejść i przyjąć, ale posmakować. Jaki smak ma Chleb? Być z Nim, w Nim, zaprosić Go do siebie. Z wdzięcznością. Dać się spożyć przemienić przez ten Chleb. Dostrzec w innych, może obcych sobie ludziach obecnych na tej mszy wspólnotę - tych, których akurat dzisiaj zebrał tutaj Bóg.

Doświadczyć błogosławieństwa przez Sakrament Małżeństwa. Mieć perspektywę wieczności razem (nie tylko aż do śmierci). Ukochać, jak Chrystus ukochał Kościół (w oryginale "tą Kościół"). Szukać tej jedności w Eucharystii. Szukać łagodności przez cały dzień. Być wsparciem dla żony/męża. Nie zrzędzić. Pomagać i być wdzięcznym za pomoc. Wyjść razem do kina albo na spacer. Kupić kwiaty, zapalić świece, kupić czekoladę. Świętować bycie blisko razem. Odczuwać całym sobą drugą osobę. Cieszyć się sobą do końca. Rozmawiać. Być czasami tylko z dziećmi i tylko dla nich. Zmienić rytm i dopasować się do nich. Grać w te gry, które one wybiorą. Czytać im te książki, które one chcą, żeby im poczytać. Cieszyć się Świętami Bożego Narodzenia i codziennością. Wspólnie się pomodlić, przygotować nastrój - świecę. Zaśpiewać coś razem. Doświadczyć - usłyszeć, co się śpiewa ;)

Doświadczyć wspólnoty Kościoła. Bardzo ważne - znaleźć przyjaciela. Znaleźć innych, którzy też chcą doświadczyć, albo porozmawiać z tymi, których się ma. Rozmawiać o doświadczeniu. Rozmawiać o codzienności. Wyjechać czasami razem. Pomodlić się czasami razem. Szukać. Walczyć razem. Wspierać się nawzajem. Godzić się na nowo. Jeżeli macie wpływ na kształtowanie liturgii w której uczestniczycie, tak żeby była pełniejszym doświadczeniem, żeby jeszcze pełniej Was kształtowała, to jest to coś cudownego.

Doświadczyć życia. Mniej mówić o Nim, do Niego, więcej słuchać i być. Chwila po chwili. Pozwalać Bogu wpływać na swoje życie poprzez ciągłe poszukiwanie, co teraz. Nie bujać w obłokach - teraz jest wystarczająco cudowne, chociaż czasami jakby za trudne. Nie szukać roli do odegrania - być tam, gdzie chce mnie mieć Bóg. Oto teraz jest czas zbawienia. Zacząć już teraz.

Walczyć. Nie bać się, nie być "kluchą". Sprzeciwić się, kiedy trzeba. Łagodnie, ale zdecydowanie. Zareagować, kiedy trzeba. Poprzeć, kiedy trzeba. Poczuć, że w życiu NIE jest najważniejsze, żeby najeść się, wyspać i znaleźć ładną babkę. Być zdyscyplinowanym. Postanowić coś i wypełnić to. Poczuć zmęczenie, poczuć głód (post i pustynia), poczuć stres, poczuć ból (fizyczny i psychiczny - ból utraty) nie uciekać od bólu. Wypełniać misję większą od mojego "małego ja". Odnaleźć tą misję. Nie odpuszczać sobie ale nie być przywiązanym do "swojego" za bardzo. Nie lękać się. Być dla innych. Prawdziwa walka wymaga pełnego oddania, przekroczenia lęku. "Doskonała miłość usuwa lęk" (1 J 4, 16). Czasami przegrywamy, ale z Jego łagodną obecnością to też nic aż tak strasznego jak nam się wydaje. Tym bliżej Niego jesteśmy.

Doświadczyć własnego ograniczenia... i wolności w Bogu. Każdy z nas ma ograniczenia. Każdy niedomaga. Każdego dopadnie choroba, nałóg, niezrozumienie. Każdy z nas niemal codziennie jakby zderza się ze ścianą. Każdy oczywiście próbuje uciekać i udawać, że nic się nie dzieje. Każdy o ile jest szczery, tak, jak Jakub i jak Hiob, walczy i wykłóca się z Bogiem. Każdy próbuje Go jakoś przekupić. Każdego zalewa bezgraniczne morze smutku. Ciągle na nowo uczymy się, że prawie nic nie możemy. Jednocześnie ciągle na nowo odkrywamy wszechmoc Boga. Jego łagodność i dobroć. Jego współczucie. On w środku tego wszystkiego daje wolność. On nie zostawia tego, kto woła (czy Tego, który w nas i z nami woła) "Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił." Paradoksalnie moja niemoc na nowo mnie uwalnia, kiedy Jemu pozwalamy zachować kontrolę. Tu się pogłębia się moje przeżycie chrześcijaństwa jako doświadczenia.

Czy chcesz w to wejść? Podejmij jakąś decyzję. Wybierz sobie jedną, dwie rzeczy na najbliższy miesiąc. Nie czekaj - zrób to teraz.