Uzasadnienie

Czy ciało i osobiste doświadczenie, przeżycie czegoś są ważne? Czy nie "wystarczy" uznanie pewnych faktów za prawdziwe i przestrzeganie jasnych norm?

Po pierwsze Credo kończy się słowami "[wierzę] w ciała zmartwychwstanie, życie wieczne. Amen." Jeżeli wierzymy w zmartwychwstanie ciała, to nawet uwzględniając, że ciało będzie inne, "lepsze", podobne do ciała Chrystusa po zmartwychwstaniu, jednak ciągle będzie ono czymś dużo bardziej "namacalnym" niż "bycie aniołkiem w niebie". Chrystus po zmartwychwstaniu je z uczniami, żeby im (nam) to uzmysłowić.

Po drugie za tym, że doświadczenie obejmujące nasze ciało jest czymś istotnym przemawia to, że Jezus stał się całkowicie Człowiekiem. Przynajmniej przez to nasza ludzka natura, włączając w to ciało, ma udział w zjednoczeniu z Bogiem w Chrystusie. Moje ciało należy już nie do mnie, ale do Chrystusa i w Nim dąży do zjednoczenia w pełnej harmonii z Podstawą Wszechświata, z Abbą.

Po trzecie podejście Kościoła do sakramentów. Chrzest "jest ważny" tylko jeżeli użyje się wody, bez zanurzenia lub polania wodą nie ma chrztu. Eucharystia to nie tylko przeżycie "duchowe", to także koniecznie zjedzenie Chleba i/lub wypicie Wina. Bez tego nie ma Eucharystii. W KK można kwestionować ważność Małżeństwa jeżeli nie ma współżycia małżonków. Poprzez pełne doświadczenie bliskości ciał ten sakrament uzyskuje swoją pełnię. Podobnie jest z tymi sakramentami, w których ma miejsce namaszczenie olejem. Olej był tak używany jako lekarstwo, namaszczenie olejem oznaczało chwałę. Starożytny król był namaszczony. Pochodzące z greki słowo Chrystus (czy z hebrajskiego - Mesjasz) oznacza właśnie "namaszczony". Sakrament Pojednania - stanięcie w prawdzie, powierzenie siebie na głos, usłyszenie "odpuszczam ci". Sakrament bez tej bardziej materialnej strony nie jest ważny. Zaryzykuję twierdzenie, że nie z powodów "prawnych", ale dlatego, że nie został do końca przeżyty, doświadczony. Dlatego, że nie oddziałał na mnie tak jak powinien. Dlatego, że go nie przeżyłem do końca.

Po czwarte Jezus uzdrawiał, dotykając, smarując śliną z błotem, wypowiadając słowo, itd. Prowadził w miejsca odosobnione (Góra Tabor, Ogród Getsemani). Sam spędzał przynajmniej czasami noce na modlitwie w górach, no i spędził 40 dni na pustyni. Jezus przeszedł chrzest u św. Jana i kazał chrzcić swoim uczniom. Nie wymagał od nich tylko wiary na słowo w teorie dotyczące życia po życiu, chociaż tego też nauczał. Raczej na pytanie "Mistrzu, gdzie mieszkasz." odpowiadał "Chodźcie, zobaczcie.".

Po piąte to wszystko niewątpliwie było ważne, ale nie dla samego doświadczenia, emocji, czy zachwytu. To było coś, co wprowadzało uczniów w rzeczywistość najważniejszych przykazań Miłości Boga i Bliźniego. W doświadczenie tej pełnej Miłości. W namacalne odkrycie, że gdzieś wewnątrz nas jest warstwa, która jednoczy wszystkich nas w Chrystusie. Bo odkrycie tej warstwy w sobie samym i postępowanie w zgodzie z nią, czyli z sobą samym najprawdziwszym ? to właśnie jest Miłość.